Rozpoczynała się wojna na śmierć i życie przeciw Szwedom i zdrajcom - tym straszniejsza, że przez nikogo nie przewidywana. Z koni podnosiły się kłęby pary, a i ludzie byli pomęczeni.
  Nastała cisza. Wielkie to jest przedsięwzięcie, które najlepszy skutek mieć może. Rajtar, osłoniwszy dłonią oczy patrzył za śladem swej kuli, a on naciągnął łuk, przesunął palcem po cięciwie, aż zaświegotała jak jaskółka, a następnie wychylił się dobrze i zawołał:   - Trup! Trup!   Jednocześnie rozległ się żałosny świst okrutnej strzały; rajtar upuścił muszkiet, podniósł obie ręce do góry, zadarł głowę i zwalił się na wznak. To zdrajca!... Samiśmy się do tego przyczynili, a ja lepiej niż kto inny!"   Ta myśl paliła go, a sumienie gryzło. Im są bogatsi, tym zacieklej bronić się będą, ufni nie tylko w moc oręża, ale w świętość miejsca, które zabobon katolicki całego tego kraju jako < - Właśnie sądzę, że przeciwnie. Ksiądz przed ołtarzem odprawiał wotywę, w kościele mało jeszcze było modlących się.   Tego samego dnia gruchnęła wieść po całej Głogowej, że majestat króla Jana Kazimierza wyruszył już do granic Rzeczypospolitej. Spostrzegł to pan Andrzej i uczyniło mu się źle między tymi ludźmi. Władza przy królu pozostanie, a pana marszałka sama nadzieja tak wielkich przysług zadowolni; jeżeli zaś zechce wiernością nad wszystkimi górować, to czyli wierność jego z ambicji, czy też z miłości ku panu i ojczyźnie wypłynie, zawsze majestat znaczne korzyści stąd odniesie. Dojechawszy do wzgórza, zeskoczył z konia i rzuciwszy lejce jednemu z masztalerzów, sam szedł piechotą na wzgórze, ku stojącemu tam królowi. - krzyknął pan Kmicic łamiąc ręce, aż palce zatrzeszczały mu w stawach.   Pożar ogarniał budynki.   W drugiej sali stół był zastawiony dla szlachty pomniejszej, a obszerny cekhauz dla ludu prostego, wszyscy bowiem mieli się w dzień przybycia pańskiego weselić.   - Musi jeden człowiek pójść i to działo prochami rozsadzić. Po wieczerzy odjechali.   Krzyk rozpaczy wydobył się z piersi pana Tyzenhauza.   Jednakże mimo tych myśli nie zapomniał, gdzie jest, dokąd idzie, co zamierza czynić, i począł iść jak wilk na nocne pastwisko.   - I święte - powtórzył Kmicic - ale się na armatach nie znacie.   - Ja też waszmości o więcej nie proszę! - odpowiedział - a do narady wystarczy mi hrabia Weyhard, który ten kraj zna lepiej. - Król poszedł w góry z wielkim wojskiem i dwa dni temu przez Żywiec przejeżdżał, ale oni go naścigli i tam się gdzieś wedle Suchej bili...